Recenzja – Na granicy snu – Anna M. Gorgolewska

Tytuł oryginału: Na granicy snu

Autor: Anna M. Gorgolewska

Wydawnictwo: Papierowy Motyl

Oprawa: miękka

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 172

Anna M.Gorgolewska to poetka i prozatorka, mieszkająca na Dolnym Śląsku, która kocha zwierzęta szczególnie czarne koty. Od kilkunastu lat pracuje z dziećmi i młodzieżą. Interesuje się historia, archeologią i literaturą faktu. Taki opis znajduje się na okładce książki „Na granicy snu” Jak dotąd jedynej wydanej przez tą autorkę. Sięgnęłam po tą pozycje zaintrygowana tytułem, niby proste słowa „na granicy snu” a jednak coś mnie w nich urzekło.

Po pierwszych paru przeczytanych stronach sądziłam, że będzie to kolejna powieść typowo młodzieżowa, o rozterkach, pierwszej miłości i trudnych wyborach. I po części miałam racje, ale to również powieść wierząca w nadzieję do samego końca.

Rena wesoła, błyskotliwa, mająca zwariowanych przyjaciół nastolatka u progu dorosłości , która właśnie skończyła szkołę.  To były długo oczekiwane wakacje. Najpierw osiemnaste urodziny wyprawione w gronie przyjaciół a później Indie, za sprawą brata Reni – Jędrka, który wyjeżdża na wymianę studencką i zabiera ją ze sobą.

Jednakże wszystko w jeden chwili i pod wpływem przypadku się zmienia.  Renata prowadząc w deszczu powoduje wypadek samochodowy i trafia  do szpitala, jej stan jest bardzo ciężki zapada w śpiączkę…

Budzi się w zagadkowej krainie Koh-i-noor. Nie pamiętając nic. Ani kim jest, ani skąd tam się wzięła, ani już na pewno dlaczego się tam znajduje.  Poznaje Kalma i jego siostrę Bellis, którzy są członkami plemienia wyznawców boga Słońca Surji. Składają oni przybyłe do nich osoby takie jak Renia jako ofiary, myśląc że w ten sposób uda im się  odczarować klątwę która została rzucona na ich lud. Jak się okazuje historia ta podobna jest do legendy jaka Renia zna. Doskonale zdaje sobie sprawę że te dwie rzeczy ściśle związane są ze sobą, ale nie potrafi znaleźć tego czegoś, co potrafiłoby jej zrozumieć tą zależność. Mimo to deklaruje swoją pomoc w rozszyfrowaniu tajemnicy rzuconej klątwy mając też przy tym nadzieję żę w ten sposób  zrozumie też  dlaczego i skąd się tu wzięła.  Reni wydaje się że kluczem do rozwikłania tej zagadki jest zrozumienie nazwy krain Koh-i-noor, jednak choć bardzo się stara za wszelką cenę nie może przypomnieć sobie co ta nazwa oznacza.

Nazwa  Koh-i-noor została zapożyczona od jednego z największych znanych diamentów na świecie, którego przywłaszczyła bez prawnie królowa Wiktoria. Legenda mówiąca, że klejnot ten został znaleziony wraz z chłopcem porzuconym nad brzegiem rzeki Jamuna. Dziecko zabrano na dwór władcy, gdzie zamieszkało. Chłopiec był Karną, synem boga słońca, a diament osadzono w posągu Siwy, któremu był przeznaczony, na miejscu oka lśnienia. Koh – i – noor , zwany jest także „Górą Światła”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Recenzja – Na granicy snu – Anna M. Gorgolewska

  1. Karina pisze:

    Jeżeli chodzi o ścisłość, to Anna M. Gorgolewska opublikowała już trzy książki. W tym roku wyszły „Carpe diem” (moja ulubiona książka tej autorki) i „Mrówki w śniegu”.
    Polecam wszystkie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s