Recenzja – Ja, potępiona – Katarzyna Berenika Miszczuk

Tytuł oryginalny: Ja, potępiona

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Wydawnictwo: W.A.B

Oprawa: miękka

Rok wydania: 2012

Ilość stron: 416

„Ja, Potępiona” to trzecia i ostatnia część trylogii, opowiadająca o losach Wiktorii Biankowskiej – byłej diablicy, niedoszłej anielicy – jak uwielbia o sobie mówić.

Po lekturze tej książki jestem bardzo zawiedziona i rozczarowana, ponieważ po pierwsze trudno będzie mi się rozstać z Wiktorią i jej zdolnością do przyciągania kłopotów zupełnie „niechcący”. Po drugie, tak bardzo polubiłam warsztat pisarski i sposób, w jaki autorka przedstawia i napędza wyobraźnię czytelnika kreując świat tak wymyślny, tak idealnie złożony, nie zapominając o żadnych szczegółach a jednocześnie ciągle potrafiąc zaskakiwać. Po raz kolejny powieść Miszczuk to wykwintna uczta jak na prawdziwym królewskim dworze.

Autorka, za sprawą swoich poprzednich dwóch części (Ja, diablica oraz Ja, anielica) przyzwyczaiła nas do swojego warsztatu pisarskiego, więc wiemy, czego możemy się spodziewać. Natomiast osobiście uważam, że choć jest to ostatnia część, to wcale nie jest gorsza od tomu pierwszego, czy drugiego. Mało tego, jest nawet lepsza! Choć swoją przygodę z Miszczuk rozpoczęłam jakiś czas temu, z niecierpliwością oczekiwałam ostatniego tomu przygód nieokiełznanej i nie mieszczącej się w żadnych ramach Wiktorii, której charakterek jest nie do okiełznania. W myśl starego przysłowia „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”.

Tym razem, za sprawą swojego ukochanego i jakże przebiegłego (jak to na diabelskie ziółko przystało) Beletha, Wiktoria zostaje zabita. Tak właściwie przez przypadek, zupełnie niechcący. Biały krzyżyk na chodniku i ciężarówka z mrożonkami, która na pewno nieprzypadkowo pojawiła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, czego oczywiście nie można rzec o Wiktorii, która jest magnezem przyciągającym wszelkie kłopoty! Diabeł miał niecny plan pozbycia się z jej życia Piotrusia. Jednak nie przewidział jednej, drobnej rzeczy – że ona postanowi zrobić to szybciej od niego, tylko niestety za sprawą nieprzewidzianych zdarzeń – nie miała okazji mu o tym powiedzieć. Bohaterka trafia do Tartaru – miejsca, gdzie znajdują się potępione dusze. Wszystko było ukartowane, ponieważ miał tam trafić Piotr, wiec nie było targu o dusze, ani żadnych podobnych rzeczy. Wiktoria jest wściekła. Nie może zrozumieć, dlaczego po raz kolejny ma takiego pecha. Dlaczego znowu ona? Wygląda jednak na to, ze wprost ona uwielbia przyciągać kłopoty i niefortunne zdarzenia, które mają jednak bardzo poważne konsekwencje. O ucieczce z Tartaru, podróżach astralnych oraz w końcu mogącej się zrealizować miłości do diabła i uwaga – sojuszu piekieł i niebios, przeczytacie w powieści Ja, potępiona.

Miszczuk ma 24 lata, a jej kunszt pisarski oraz sposób, w jaki opowiada losy Wiktorii są wręcz idealne i trafiają w gusta wielu czytelników. Autorka ma bardzo lekkie pióro, którego nie jeden pisarz mógłby pozazdrościć. Nie natrafiłam na drugą powieść pisaną w sposób tak lekki, tak humorystyczny, a do tego tak łączący w sobie napięcie i akcję, że potencjalny czytelnik nie ma innego wyjścia, jak zatracić się w tej historii.

Książka jest idealna na jesienno-zimową depresję. Świetnie można się przy niej ubawić, a dodatkowo przeżyć nietuzinkową przygodę z Wiktorią. Stanowi ona taką mieszankę magii, zaświatów z elementami komedii romantycznej, okraszoną częstymi zwrotami akcji, które nie pozwalają się nudzić czytelnikowi. Szczerze mówiąc, mogłabym wychwalać i wychwalać tę powieść, bo spędziłam przy jej lekturze cudowny czas, bardzo często uśmiechając się pod nosem lub wpadając w niekontrolowany śmiech z powodu rozwoju wydarzeń. Autorka świetnie łączy świat wykreowany i wymyślony przez nią z elementami rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Bardzo dużo można znaleźć takich śmiesznych, czasem poważnych powiązań miedzy tymi dwoma światami, dzięki temu ta książka po prostu jest „na czasie”.

Jeszcze długo będę wracać do zabawnych dialogów, jakie zafundowała nam Pani Miszczuk, choćby Gabriela z Lucyferem, o tekstach Azazela nie wspominając. No i do pamiętnych słów Wiktorii, które miałam w głowie przez całą lekturę książki, a które były tak adekwatne do sytuacji, że wywołały u mnie salwę niekontrolowanego śmiechu: ,,-No bez jaj! – krzyknęłam. -Znowu?!”. Za właśnie takie emocje bardzo dziękuję! Bo nie sztuką jest napisać książkę, sprzedać ja i tyle. Prawdziwą sztuką jest wywoływanie silnych emocji, bo dzięki takim rzeczom o wiele dłużej ma się książkę w pamięci.

Recenzja opublikowana na portalu secretum.pl

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Recenzja – Ja, potępiona – Katarzyna Berenika Miszczuk

  1. Juegos Online pisze:

    Hi there, all is going fine here and ofcourse every one is
    sharing data, that’s genuinely fine, keep up writing.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s