Recenzja – Giń – Hanna Winter

gin

Tytuł oryginalny: Stirb

Tytuł polski: Giń 

Autor: Hanna Winter

Wydawnictwo: Fabryka Słów 

Oprawa: miękka

Rok wydania: 2012

Ilość stron: 400

Z dużym zainteresowaniem i ciekawością sięgnęłam po pozycję „Giń” niemieckiej autorki Hanny Winter. Szczerze mówiąc najbardziej pchnęła mnie do tego okładka tej książki, która jest po prostu świetna i od razu przykuła moją uwagę.

Hanna Winter urodziła się we Frankfurcie nad Menem gdzie ukończyła studia dziennikarskie i pracowała jako redaktorka. Obecnie jest pisarką i mieszka w Berlinie. „Giń” w tłumaczeniu Urszuli Płóciennik to pierwszy pozycja Winter wydana w Polsce. Autorka doskonale znana jest za naszą zachodnią granicą, gdzie jej pierwszy thriller, „Ślady dzieci”, w przebojowy sposób stał się bestsellerem.

Będę szczera – spodziewałam się czegoś o wiele lepszego, tymczasem był to dla mnie kryminał- nie kryminał, który po prostu dało się przeczytać bez większego polotu. Nawet w najgorszym romansie paranormalnym akcja jest lepsza niż u Winter…

„Giń” to opowieść o seryjnym mordercy kobiet, który zabija w szczególny sposób, ale nie aż tak oryginalny, by nie mieć wrażenia, że ten pomysł został już dawno wykorzystany. Choć Winter doskonale opanowała reguły rządzące tym gatunku, to mam wrażenie że nie potrafi zbudować naprawdę dobrej otoczki intryg i tajemnicy . Wszystko, choć nie tak brutalne jak myślałam, jest dość powierzchowne. Mimo iż do samego końca nie wiedziałam, jak się rozstrzygnie ta historia, to niestety nie było w niej nic, co porwałoby mnie na tyle, by zapomnieć się i dać się porwać tej książce.

Lara, główna bohaterka jest zwykłą kobietą, mieszka w Berlinie, ma córkę i właśnie próbuje ułożyć sobie życie po rozstaniu z mężem. Właśnie otwiera własną kawiarnię. Wystarczy chwila i wszystko się zmienia. Gdyby nie wsiadła do pewnej taksówki, wszystko byłoby inaczej. Nie stałaby się ofiarą. Kolejną. W Niemczech grasuje seryjny morderca, który dobiera sobie ofiary według własnego wzorca. Lara miała pecha. Choć udaje jej się uciec, to już nic nie będzie takie samo. Staje się ofiarą, która od tej pory musi uciekać przed swoim prześladowcą. Przystępuje do programu ochrony świadków myśląc, że dzięki temu naprawdę uda jej się zacząć wszystko od nowa. Niestety, zabójca ją znajduje.

Motyw seryjnego mordercy utarty od niemal wieków trochę kłóci się z tym pokazanym przez Winter. Nie mogę zrozumieć, dlaczego mając Larę tuż obok, tak długo powstrzymywał się on przed decydującym ciosem. Morderca był bardzo cierpliwy i długo czekał na właściwie okoliczności, czas i miejsce, aby dopaść główną bohaterkę. Podziwiam jego cierpliwość.

W thrillerze występuje narracja trzecioosobowa, dzięki czemu na wydarzenia patrzymy „z boku”. Możemy lepiej je zrozumieć i poukładać sobie w głowie. Winter jest niekonsekwentna, dużo rzeczy po prostu pojawia się w tej książce, ale nijak nie wiemy, skąd się wzięły. Tak jak na przykład pojawienie się śmigłowca w finałowej scenie, który prawdopodobnie przypadkiem tam przelatywał i całkiem przypadkiem za pasażerkę miał policjantkę, która prowadziła śledztwo. Troszkę to absurdalne, ale widać Winter miała w tym jakiś cel.

Napięcie budowane przez autorkę jest zachowawcze. Choć potrafi wywieść czytelnika w pole, to nie jest to coś, co wyróżnia ją na tle innych autorów tego gatunku. Oszczędza nam zbędnych opisów, których wprost nie znoszę, za co daję jej wielki plus. Natomiast niektóre sceny wydają mi się potraktowane strasznie rzeczowo i beznamiętnie. Brakuje emocji i napięcia, które budują akcje i wydzielają w czytelniku adrenalinę i chęć nieprzerwania czytania, żeby dowiedzieć się, jak to wszystko się rozstrzygnie.

Nie bardzo też rozumiem, dlaczego powstał taki szum wokół autorki, ponieważ „Giń” zostawia wiele do życzenia. Śmiało mogę stwierdzić, że nie jest to lektura dla mnie. Niestety nie sięgnęłabym po nią po raz drugi. Natomiast okładka mnie tak zachwyca, że godzinami mogłabym na nią patrzeć. Jest w niej coś takiego, co trudno mi nazwać, ale to coś sprawia że chce się ją mieć w swojej biblioteczce.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s